Oznajmiam wszem i wobec, że przez cały weekend aż do teraz jestem chora, a jutro jadę na pobranie krwi. Nic ciekawego ta choroba, ale mam przynajmniej czas na prowadzenie bloga. Dzisiaj chciałabym napisać o pewnej przyjaźni... Mojej przyjaźni z kimś niezwykłym. Teraz pewnie siedzi w szkole, nawet nie wie o istnieniu tego bloga.
Poznałyśmy się w 1-szej klasie podstawówki, ale dopiero w drugiej zaczęłyśmy się bliżej poznawać. Ona była uczulona na coś co było w jej domu i często nie było jej w szkole. Miała swoją przyjaciółkę. Z czasem ich drogi zaczynały się rozchodzić. Ta jej przyjaciółka miała swoje towarzystwo, a ona sama została na lodzie. Ja też kolegowałam się z taką jedną. Ola - bo tak ma na imię moja aktualna przyjaciółka - zaczęła przychodzić do nas. No i tak się zaczęło. Wyszło na to, że częściej byłam z Olą. Tak jakoś to powstało... W trzeciej klasie to już w ogóle byłyśmy papużki-nierozłączki. Moja mama udzielała korepetycji mi, Oli, i mojej dawnej koleżance. Zawsze we wtorki musiałyśmy czekać na mamę, więc ma się rozumieć w moim domu luz. Trochę sobie pograłyśmy na komputerze, albo pobawiłyśmy z moim kotem. W czwartej klasie już żadnych korepetycji nie było, ale same sobie organizowałyśmy czas. Często u siebie spałyśmy, spędziłam u niej sylwestra, jechałyśmy na obozy. Przyjaźnimy się do dziś! Wiecie co jest wspaniałe? Jeszcze nigdy się nie pokłóciłyśmy, daję słowo. Ola nie należy do kłótliwych, ja może bardziej. My jesteśmy jak przeciwieństwa. Puszczam jej rock, ona zatyka uszy i daje mi jakiegoś Guette. Ona mi puszcza Zmierzch - ja jej odpowiadam innym filmem. Ona chce tańczyć - ja chcę śpiewać. Ale wiem, że zawsze mnie obroni, a ja ją. Zrobiła dla mnie na prawdę wiele. Kocham ją <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz